Dlaczego pomagam zarabiać „Kłamcy Smoleńskiemu”?

Pod jednym z moich wpisów zamieszczonych w natemat.pl przeczytałem taki komentarz: „Bardzo mi przykro, że Pana tutaj zastałem. Nie wiem jakimi kieruje się Pan motywami, ale wygląda na to, że zależy Panu na poklasku salonów i staniu się celebrytą. Nie wiem czy zdaję Pan sobie sprawę ale swoją obecnością usankcjonował Pan ten projekt, od teraz Tomasz Lis może chwalić się że jest obiektywny i bezstronny. Uważam, że pisanie razem z Wojewódzkim, Jaruzelską i Palikotem jest dla Pana ujmą.”

Podobnych wpisów na moim fanpejdżu na Facebook’u i ćwierknięć na Twitterze były dziesiątki, jeśli nie setki. Dlaczego? Dlatego, że dla wielu wyborców PiS – i dla wielu Polaków w ogóle, Tomasz Lis to symbol dziennikarstwa nierzetelnego, stronniczego, zaangażowanego politycznie. Wypowiedzi najważniejszego udziałowca i szefa projektu natemat.pl dotyczące katastrofy smoleńskiej sprawiły, że wiele znanych mi osób mówi o Tomaszu Lisie twardo: kłamca smoleński.


Dlaczego więc świeżo upieczony poseł i członek Prawa i Sprawiedliwości zgadza się być jednym z grzybów wrzuconych do tak egzotycznego (i bez wątpliwości – wręcz niestrawnego dla dużego grona moich wyborców!) barszczu, jakim jest serwis natemat.pl? Co robię obok 50-letniego wiecznego nastolatka słynącego głównie z nieprzeciętnego chamstwa, porównującego w jednym z pierwszych wpisów dla natemat.pl do cesarza Kaliguli Antoniego Macierewicza - osobę tak bardzo zasłużoną dla walki o wolną Polskę zarówno przed 1989 rokiem jak i po nim? Co robię na jednych łamach z liderem najpopularniejszego na świecie polskiego zespołu, który robi biznes pozycjonując się w tak specyficznej niszy jak satanizm? Czy faktycznie bardziej niż na efektywnym uprawianiu polityki zależy mi na ogrzaniu się w cieple kamer i dołączenie jako bloger do grona takich celebrytów jak Karol Okrasa czy Justyna Kowalczyk?

Bynajmniej.

Zdecydowałem się pisać dla natemat.pl bo chcę, by Prawo i Sprawiedliwość wygrało wybory i samodzielnie rządziło. By to uczynić, musimy przekonywać i przekonać do siebie rosnącą grupę osób, które nas nie znają i które żywią względem nas (co do zasady niesprawiedliwe) uprzedzenia. Tych ludzi, którzy nigdy nie kupią „Gazety Polskiej Codzienne”, nie czytają serwisu „wpolityce.pl”, nie wiedzą o istnieniu „Nowego Ekranu”, dla których nawet „salon24.pl” jest „zbyt prawicowy”.

Prawo i Sprawiedliwość po 2005 r. roku uzyskiwało we wszystkich wyborach lepszy wynik niż ten, który dał nam podwójne zwycięstwo i możliwość rządzenia Polską. Jednocześnie straciliśmy część wyborców, tych, którzy byli z nami w 2005 roku, a także część tych, którzy dali w 2002 roku Lechowi Kaczyńskiemu prezydenturę Warszawy. Dla możliwości spotkania z częścią z Was zdecydowałem się pisać w natemat.pl. Będę starał się Was przekonywać, że Prawo i Sprawiedliwość jest partią konstruktywnej opozycji, posiadającej zarówno trafną diagnozę Waszych problemów jak i rozsądne propozycje rozwiązania przynajmniej części z nich. Mając dostęp do tego bloga, niemoderowanego i niecenzurowanego – będę pisał do Was i dyskutował z Wami jak długo będę mógł.
Trwa ładowanie komentarzy...