Dziękuję, kończymy (niestety)

Muszę tę nieudaną próbę zakończyć przeproszeniem praktycznie wszystkich: osób które zaproponowały mi pisanie w natemat.pl, tych którzy cieszyli się, że przyjąłem propozycję i tych, którzy mieli do mnie o to żal. "To co nas podzieliło – to się już nie sklei" - słowa wyśmiewanego przez Tomasza Lisa Rymkiewicza stają się samospełniającą przepowiednią. Dwie Polski w Polsce to nie konstrukcja poety, to fakt. A jak się okazuje, nie można być w obu na raz. Dlatego ceńmy te przestrzenie i miejsca, w których wciąż jest to możliwe.

Najgorsze sytuacja w jakiej może znaleźć się polityk, to ta w której zamiast proponować działania musi tłumaczyć się ze swoich intencji i wypowiedzi. Spotkało to właśnie mnie, ale na własną prośbę. Tata zawsze mówił mi, że jak ktoś nie ma w głowie, musi mieć w nogach. Tym razem zabrakło mi oleju w głowie, więc muszę mieć trochę siły w rękach i odstukać w klawiaturę by choć trochę naprawić swoje błędy.



Pisać w natemat.pl zgodziłem się w grudniu, po propozycji Tomasza Machały. Pomysł, by zrobić coś, czego dotychczas nie było: zbudować odpowiednik bardzo lubianego przeze mnie serwisu www.wpolityce.pl dla osób o poglądach liberalnych, bardziej „popowych” czy „mainstreamowych” niż czytelnicy wpolityce.pl czy salonu24, w którym będzie miejsce również dla takich publicystów jak ja – wolnościowy republikanin, przywiązany do tradycji chrześcijańskiej i nauczania Kościoła – fajny pomysł. Do projektu zachęcił mnie fakt, że jego twórcy potrafili przejść nad stereotypami i zaprosić do publikowania Krzysia Bosaka: przejście do porządku dziennego nad faktem, że Krzysiek był prezesem demonizowanej przez media elektroniczne Młodzieży Wszechpolskiej i posłem wyszydzanego przez te same media LPRu i docenienie, że jest on przede wszystkim jednym z najzdolniejszych publicystów młodego pokolenia i wnikliwym obserwatorem polskiego życia publicznego – to był dla mnie znak, że może wyjdzie z tego coś dobrego.

Początek był dla mnie dosyć specyficznym doznaniem. Jak tylko okazało się, że będę „bogacił darmową pracą Tomasza Lisa”, jeszcze przed moim pierwszym wpisem rozpoczęła się kocówa w Internecie. Zorientowałem się (za późno) jak wielka jest omerta i już po ogłoszenie gotowości do publikowania zostałem okrzyknięty przez internetowych zagończyków (których co gorsza bardzo lubię!) potencjalnym zdrajcą, człowiekiem który podzieli los PJNowców, ziobrystów etc. Cóż – uznałem, że najgorszym rozwiązaniem byłoby się wycofać, bo cenę (wiarygodności dla najtwardszego elektoratu PiS) już i tak zapłaciłem. Z tego wszystkiego, najbardziej zadziwiały mnie zarzuty „uwiarygodniania Lisa”. Szczerze pisząc: byłem, jestem i długo będę „produktem niszowym” i osobą szerzej nieznaną. Z moimi niespełna 5 tysiącami głosów, kompletnie niszową rozpoznawalnością (zwłaszcza w grudniu zeszłego roku – gdy zgadzałem się na publikowanie!) – miałem szansę zaistnieć w nowym medium dla nowej grupy wyborców i było to ewidentnie korzystne – dla mnie jak i dla PiS. Przynajmniej tak mi się wydawało.

Niestety, popełniłem kolejny błąd. Jak to na wojnie: jak wojska idą ostro do przodu i nie nadąża za nimi logistyka, dzieją się rzeczy niedobre. Zbyt wiele na siebie (i na ludzi bardzo ciężko dla mnie i ze mną pracujących) wziąłem i przestałem się wywiązywać z przyjętych na siebie zobowiązań. Niezależnie od mojej obecnej oceny natemat.pl – jestem tutaj winien po raz pierwszy przeprosiny panu redaktorowi Tomaszowi Machale, który zaprosił mnie to tego projektu i osobom, które monitowały mnie o wpisy – zaprzestałem publikowania. Zwodziłem redaktorów natemat.pl (i siebie) z kolejnymi dniami, tygodniami w których próbowałem usiąść i zrobić wpis, a jedynym medium którego regularnie używałem był mój własny mikroblog na Facebooku’u.

Do braku czasu dochodziła demotywacja związana z wpisami lidera i współwłaściciela natemat.pl – Tomasza Lisa. Żal mi było (i jest) patrzeć, jak łądny graficznie, technicznie świetnie i nowatorsko robiony serwis jest topiony stronniczymi, emocjonalnymi i niesprawiedliwymi wpisami jego twórcy. Przykłady? We wpisie „Popieram Jarosława Kaczynskiego!” (http://tomaszlis.natemat.pl/5427,popieram-jaroslawa-kaczynskiego) Tomasz Lis pisze: „prezes PIS uważa, że mężczyzna powinien sobie odpocząć już gdy ma 65 lat, a nie dopiero wtedy, gdy ma lat 67.” Tym wpisem pokazuje, że Tomasz Lis-bloger nie jest zbyt wnikliwym obserwatorem polskiego życia politycznego, albo mając z góry ustaloną tezę dogina do niej fakty. Wielokrotnie publicznie powtarzane stanowisko PiS i wypowiedzi prezesa ws. emerytur są jasne: popieramy aktywizację zawodową Polaków, jest ona konieczna, praca powyżej 65. roku życia powinna być prawem Polaków, a nie obowiązkiem. Rzetelne zreferowanie tego stanowiska burzyłoby tezę felietonu Lisa, nie nadawałoby się do prostej tezy: „Kaczyński musi odejść!”. Mój błąd w tej sprawie? Zamiast od razu polemizować z nią, siedziałem nad sążnistym nieskończonym tekstem „Dlaczego musimy otworzyć zawody?”… Drugi przykład gotującego mnie wpisu Tomasza Lisa to „Polska potrzebuje Rymkiewicza” (http://tomaszlis.natemat.pl/6819,polska-potrzebuje-rymkiewicza), w którym redaktor wyraża zadowolenie, że Jarosław Rymkiewicz przegrał sprawę sądową z „Gazetą Wyborczą”. Dla mnie ten wyrok to niedopuszczalne ograniczenie wolności słowa, ale zdzierżyłbym inne stanowisko niż moje własne. Ale język tego felietonu jest dla mnie nieakceptowalny. Wypowiedzi starszego wiekiem poety (który choćby z tego powodu powinien być trochę inaczej traktowany przez sąd – i mam na myśli wykonywany zawód poety, nie wiek) są dla Tomasza „ślinotokiem”, którym poeta „obślinia wszystko, co chciałby obślinić.”. Jego wypowiedzi zdaniem isa to „zanurzone w naftalinie brednie” to „nie żaden pogląd, ale żałosny i do tego, niestety, grafomański bełkot.”. Na koniec Tomasz Lis docina epitetem, zgodnie z którym: „Poeta Rymkiewicz, idol zidiociałej, katostalinowskiej Polski.”. Mojej Polski. Gdy anonimowy szur na forum internetowym pisze tak o kimś – mogę to zdzierżyć. Ciężko mi to przełknąć, gdy robi to lider poważnego, walczącego o rynek i co ważne – nowego przedsięwzięcia medialnego. Gdybym był wspólnikiem tego przedsięwzięcia, zastanawiałbym się nad tym, czy nie jest to działanie na szkodę spółki. Panie Tomaszu, mnie jako posłowi mniej wypada niż kiedyś jako publicyście, happenerowi czy działaczowi Kolibra. Panu – jako liderowi poważnego projektu - wypada dużo mniej, niż krewkiemu i ostro zaangażowanemu w spór publicystyczny blogerowi – przynajmniej tak mi się wydaje. Niech Pan bez straty dla projektu zostawi takie wpisy Nergalowi, Wojewódzkiemu, Hołdysowi…! Czytanie każdego z nich sprawiało, że gdy siadałem do „poważnego” wpisu (na temat gazu łupkowego, deregulacji czy naszych nowych propozycji w zakresie polityki prorodzinnej), czułem się jak frajer, który pomylił środek transportu i wysiadł nie w tej dzielnicy co planował. Jednym zdaniem: pomyliłem się.

Publikowanie przeze mnie dla natemat.pl – w medium niszowym, o silnej tożsamości i coraz bardziej jednoznacznie sprofilowanym ideowo – nie ma niestety sensu. Dlatego niestety muszę zadeklarować, że będę zamieszczał u Was wpisy jedynie będące polemikami do innych wpisów w natemat.pl bądź sprostowaniami zawartych w nich nieścisłości. Wiem, że nie tak się umawialiśmy, więc uszanuję skasowanie mojego profilu i zakończenie udziału w projekcie. Jednocześnie chciałbym przeprosić pana redaktora Tomasza Machałę, że dowiedział się o mojej decyzji z wpisu na polityce.pl. To mój straszny błąd – dementując kwestie mojego rzekomego przejścia do PO, zostałem zapytany o pisanie dla natemat.pl. I faktem jest, że często te dwie sprawy (plotka o „transferze” plus fakt, jakim był mój udział w projekcie natemat.pl) były łączone. Tą część rozmowy uznałem za nieznaczącą i nieistotną dla głównego tematu sprawę. Mój rozmówca miał pełne prawo wykorzystać te wypowiedzi, co uczynił. Wyszło niegrzecznie i nieelegancko, za co bardzo przepraszam. Dodam, że stwierdzenie „Szokująco niski poziom" nie dotyczyło pracy zespołu portalu natemat.pl, którą bardzo cenię, ale właśnie szokująco niskiego poziom kilku wpisów dokonanych przez Tomasza Lisa – który jest jednak Waszym okrętem flagowym. Szkoda. Po raz kolejny uczę się, że polityk to nie tylko powołanie ale i zawód, a do profesjonalizmu w jego „technicznym” wykonywaniu wciąż wiele mi brakuje. Wierzę, że trzeba uczyć się na błędach, żałuję jednocześnie, że muszę tak często robić to na własnych. Muszę tę nieudaną próbę zakończyć przeproszeniem praktycznie wszystkich: osób które zaproponowały mi pisanie w natemat.pl, tych którzy cieszyli się, że przyjąłem propozycję i tych, którzy mieli do mnie o to żal. "To co nas podzieliło – to się już nie sklei" - słowa wyśmiewanego przez Tomasza Lisa Rymkiewicza stają się samospełniającą przepowiednią. Dwie Polski w Polsce to nie konstrukcja poety, to fakt. A jak się okazuje, nie można być w obu na raz. Dlatego ceńmy te przestrzenie i miejsca, w których wciąż jest to możliwe.
Trwa ładowanie komentarzy...